Archive for the ‘ludzie’ Category
czerwiec 2, 2008
no więc korzystając z chwili wolnej, piszę notkę, która być może będzie w ogóle ostatnia. ale za to dodałam dwa linki: jeff’a buckley’a i kabaret hrabi (joasia się cieszy, taka fajna niespodzianka).
pojutrze lecę do londynu. mam zamiar nigdy nie wrócić. pewnie to zostanie tylko zamiarem, ale kto wie, może się uda… może odkryję w sobie pokłady wielkiej siły i dam radę utrzymać się w garści. zobaczymy, czy kochany pomoże. dlaczego ja nie potrafię jak normalny człowiek wymysleć sobie sposobu na siebie i swojego miejsca na świecie i walczyc o to? dlaczego, cokolwiek, czego się podejmuję, już na starcie uważam za do niczego? jak mnie to wkurwia! może to lotnisko będzie inne… już mam dość. zaczynam kombinować jak zabić się tak, żeby jak najmniej bolało. nie obchodzą mnie inni. a już najmniej moja rodzina. chwilami tak ich nienawidzę, że mogłabym pozabijać.
niby ma być fajnie, a jest… do kitu. dobrze, że jest iza i kacper. chyba muszę się położyć. nie mam siły na nic. pakowanie w proszku. na zewnątrz taka piękna pogoda, a ja tu deprecha. nie daję rady, no…
pa.
Tagi:praca, londyn, wyjazd
Napisane w ludzie, ogólne, praca | Bez komentarzy
maj 28, 2008
się opuściłam w pisaniu, ale jakoś weny nie było.
4ego lecę do londynu. krzychu czeka podobno. “teściowa” przeżywa najbardziej. wysoce prawdopodobne jest, że pracować będę na heathrow (terminal cargo - który, nie wiem). coś czuję, że będzie kiszka z tego jakaś niefajna. jak ktoś zna kogoś, kto chce wynająć pokój w mieszkaniu blisko heathrow, to chętnie namiary wezmę 
Tagi:heathrow, londyn
Napisane w ludzie, ogólne, praca | Bez komentarzy
maj 4, 2008
i znowu dopadła mnie dolina. znowu jest źle i nie chce się żyć. znowu myślę jak jednym prostym ruchem wszystko rozwiązać.
a weekend był taki miły… najpierw z izą, później z grześkiem, zbyszkiem i leszkiem na łódce, na jezioraku. lepiej czuję się ze znajomymi, niż z rodziną. dużo lepiej. w nich mam większe oparcie. moi rodzice są tacy… smutni. oni nigdy nie zabrali nas (mnie i moich sióstr) na łódkę, ani pod namiot. nigdy nie poszliśmy razem na lody, ani na pizze. nigdy. tylko dom, dom, dom. nie potrafią cieszyć się z tego, że jesteśmy razem. nie potrafią cieszyć się życiem. a mnie to dusi. moja mama to takie perpetuum mobile stresu. ją tylko interesuje kto jest chory albo kto zmarł. niedzielny spacer na cmentarz urządza. czasem strasznie jej nie lubię. taka dulska. a mój ojciec to taki pantoflarz, który w towarzystwie (czyli, na szczęście, rzadko) udaje wielkiego inteligenta. jakoś nie czuję w rodzinie oparcia. nie umiem z nimi rozmawiać. w ogóle jest do dupy.
muszę znaleźć mieszkanie w londynie, koło heathrow. ma ktoś namiary?
niedobrze, niedobrze, niedobrze.
Tagi:rodzina, załamka
Napisane w ludzie, ogólne | 1 Komentarz »
kwiecień 30, 2008
no i przyjdzie mi wyjechać do londynu. “teściowa” się ucieszy. krzysiek coś milczy, może go zatkało. weekend poświęcę znajomym - izabelka ma jutro urodziny, podwójną osiemnastkę
mieliśmy nad jezioro jechać, ale ktoś zajął domek, dominika się spóźniła.
mimo tych zawirowań staram się z optymizmem patrzeć w najbliższą przyszłość. oj, kapsel się obrazi!

aha, ostatnio na trójce pan polecał jednego gościa posłuchać. posłuchałam i fajne - yoav. tylko trochę mi przypomina remy’ego shand’a. troszkę też bajzla - przez tą gitarę.
Tagi:londyn, praca, wyjazd
Napisane w ludzie, praca | Bez komentarzy
kwiecień 20, 2008
rozmowa - w porządku, ale czuję w kościach, ze nie dostanę tej pracy.
wczoraj dzwoniła “teściowa”-krzychu nie daje znaku życia od tygodnia. do mnie się odzywał ostatnio w czwartek. chyba żyje. znowu też pytała, czy nie zamierzam jechać do anglii. znowu jej powiedziałam, że jak na razie nie wybieram się.
znowu, zanim zasnę, płaczę. nie spodziewałam się, że ten głupek będzie tyle dla mnie znaczył. czasem mi się wydaje, że jestem dla niego taką zabawką. że sobie ubzdurałam, że coś z tego będzie. ja jestem po szyję w tym morzu miłości, a Ty stoisz na brzegu, a woda ledwo dotyka Twoich stóp. patrzysz, a ja zaczynam czuć się jak idiotka. nie wiem, co mam zrobić, nie wiem.

moje życie jest zdominowane przez to durne uczucie, jestem zła na siebie za to. on potrafi być taki kochany, ale przez większość czasu mam ochotę go udusić. zaczynam się obawiać, że będę cierpieć… prędzej, czy później.
Tagi:miłość, praca, wątpliwości
Napisane w ludzie, ogólne, praca | Bez komentarzy
kwiecień 16, 2008
w piątek mam rozmowę kwalifikacyjną. w gdańsku, w lpp, na stanowisko specjalista ds. zakupów odzieży. zobaczymy, może się uda. w końcu się okaże, czy znam się na obowiązujących modowych trendach. może się nie znam
. pewnie krzychu nie będzie zadowolony, jeśli dostanę tę pracę. a najgorsze jest to, że nie mam się w co ubrać. nie wiem, czy lecieć elegancko, czy jednak z nonszalancją i humorem…
ostatnio postanowiłam przygotować prezentację na swój temat, zamiast zwykłego CV i listu motywacyjnego. już nawet jedną wysłałam. ciekawe, czy chwyci
wczoraj spędziłam 2,5 godziny na rowerze. pojechałam do semena na pole, ale jak zobaczyłam, że zbliża się burza zaczęłam pędzić do domu. jak zagrzmiało, to pędziłam jak wiatr (strachem powodowana - strasznie, panicznie boję się burzy). wpadłam do domu i… i nic żadnych grzmotów, żadnych błysków, żadnego deszczu. tylko ja czerwona jak burak, sapiąca jak lokomotywa (nawet jestem do niej podobna - wielka brunetka
).

no więc przygotowuję się do tej rozmowy. niech mi wszyscy życzą powodzenia. i mam nadzieję, że nie zrobię z siebie głupka i że tam normalni ludzie pracuję, nie niewolnicy mody… 
Tagi:burza, moda, praca, rower
Napisane w humor, ludzie, moda, praca | Bez komentarzy
kwiecień 12, 2008
wczoraj byliśmy w spichlerzu. glennski grało (grał?). tańczyłam jak wariatka, dawno mi się tak dobrze nie szalało na parkiecie. pewnie na stronie spichlerza będą zdjęcia - spalę się wtedy ze wstydu. poznałam kuzynkę krzyśka (ukochanego mego głupka). jakoś dziwnie na mnie patrzyła, z takim jakimś niedowierzaniem. w sumie jak się widzi jak dziewczyna tańczy z jakimś gościem, pije strasznie, pali przerażająco, to można się troszkę zdziwić, gdy ktoś ją przedstawi jako dziewczynę kuzyna, może nawet lubianego kuzyna. obudziłam się z bólem głowy. dziś w spichlerzu gra the car is on fire, ale chyba sobie odpuszczę. jutro są urodziny jejusia, jakaś impreza ma być, a w poniedziałek grają komety. ciągnę kasę z karty kredytowej, procent czuje taki narośnie, że będę pierwszy miesiąc pracować na spłatę kredytu. kiepsko, kiepsko.
wpadłam na pewien pomysł dla stowarzyszenia. muszę wszystkim powiedzieć, żebyśmy zrobili taki dyskusyjny klub książkowy. wiem, że mogą w tym nie uczestniczyć, ale co tam, ja się zaangażuję.
…to najgorszy ze snów, ty w londynie, ja tu. ty tam, a ja tu…
Tagi:spichlerz, zabawa
Napisane w humor, ludzie, muzyka | Bez komentarzy
kwiecień 8, 2008
w weekend pojechałam na spotkanie ze znajomymi ze studiów do trójmiasta. postarzeli mi się kochani! mentalnie to oni są koło pięćdziesiątki. przerażające. ja tak nie chcę. w piątek najpierw siedzieliśmy u kapsla, potem pojechaliśmy do sopotu potańczyć. wszyscy pili drinki, nikt nie walnął “lufy”… w sobotę też nie. a jak mieszkaliśmy w toruniu, to drinki były niedopuszczalne. no i proszę, minęły niecałe 3 lata, niektórzy się pobrali i już czysta nie jest ok. w sobotę byliśmy w ikei… o, boże! myślałam, że tam zejdę lub, że wskoczę do wózka i powiem, że mogą mnie na końcu do bagażnika zapakować. a oni…? kłócili się o wzór talerzy
nigdy więcej nie pójdę do ikei! oni są tacy porządni, czuję się przy tej czwórce jak dziecko, niedojrzale i głupio. inwestują w nieruchomości, myślą o dzieciach, pracy, wiązaniu się i przyszłości. może ja rzeczywiście jakaś głupia jestem?
od wczoraj szukam pracy. marta, dziewczyna kapsla (urocza, urocza!) powiedziała, że mogę spróbować w LPP, że firma niezła i warunki spoko. no więc próbuję.
słucham nowej płyty the raconteurs - dla mnie bomba!
dziś siedziałam w spichlerzu - papierzyska do krs’u przygotować ktoś musiał. dowiedziałam się, że jako członek zarządu wjazd na koncerty mam za free. miło. no i z gepardem się oczywiście żarłam.
jutro mój kochany ma urodziny, 38-me. nawiązując do tytułu posta - stary jest. w każdym razie 11 lat starszy ode mnie - dla mnie to dość stary, no. chyba zamiast “skarbie”, będę do niego mówić “stary” lub “staruchu”, lub “staruszku”. się wścieknie
smacznego ciacha, Stary!

Napisane w humor, ludzie, muzyka, ogólne, praca | Bez komentarzy
kwiecień 2, 2008
a jednak jestem zakochana. strasznie. rączki opadają. to takie miłe. “my love” znowu pojechał do londynu. jest uroczy, nawet nie przeszkadza mi, gdy mówi do mnie “pyza”. lubię jak mnie całuje i w ogóle. lubię, gdy jest blisko i doprowadza mnie do śmiechu. uwielbiam się z nim śmiać.

oby mi tylko serca nie złamał…
Tagi:miłość
Napisane w ludzie, ogólne | 1 Komentarz »
marzec 16, 2008
dziś jest mi smutno. nie dość, że zawsze pesymizm, to jeszcze ten durny smutek i użalanie się nad sobą. i, oczywiście, żadnego wsparcia. nic. cisza. brak 2 minut dziennie, nie, choćby raz na 4-5 dni, na to, żeby wysłać sms’a, to chyba jest totalny brak czasu i czegokolwiek dla mnie. iza powiedziała, że ja potrzebuję jakiegoś wariata, który zwariowałby choć lekko dla mnie… a co mam? w sumie to nic. czasami miewam się do kogo przytulić. ale chyba nie chcę, żeby tak wyglądało moje życie. cholernie mi przykro i chce mi się płakać. ale zagryzam zęby i heja banana… ale na co mi to?
pracy na lotnichu nie dostałam. podobno doszli do wniosku, że w sytuacjach stresowych mogłabym się przestraszyć i nie reagować w odpowiedni sposób… hmm… no pewnie mają rację, zaczęłabym najpewniej zabijać płacząc. spichlerzowcy się ucieszyli, cała ich trójka - spichlerz.com.pl - tu spędzam dużo czasu, nie tylko tego wolnego i pewnie zacznę się ostrzej w stowarzyszeniu udzielać. jak ktoś będzie przejazdem w kwidzynie, to zapraszam
jest fajnie.
dziś obejrzałam “rezerwat”. podobał mi się. karolak mi nie pasował do roli, ale ok.
wczoraj obejrzałam “to nie jest kraj dla starych ludzi”. boję się oglądając takie filmy, bo przemoc w nich jest realna i nikt nie da słowa, że to co się tam dzieje jest niemożliwe. zupełnie inaczej niż, np. “grindhouse - planet terror” - krew lejąca się przed kamerą po pewnym czasie rozśmiesza. film coenów sprowadza na ziemię. polecam.
a tytuł tego wpisu to do mnie, żebym w końcu ruszyła tą swoją wielką dupę…
Tagi:praca, spichlerz, film, czasem myślę
Napisane w film, ludzie, ogólne, praca | Bez komentarzy