Archive for the ‘film’ Category

go away! … and stay there!

marzec 16, 2008

dziś jest mi smutno. nie dość, że zawsze pesymizm, to jeszcze ten durny smutek i użalanie się nad sobą. i, oczywiście, żadnego wsparcia. nic. cisza. brak 2 minut dziennie, nie, choćby raz na 4-5 dni, na to, żeby wysłać sms’a, to chyba jest totalny brak czasu i czegokolwiek dla mnie. iza powiedziała, że ja potrzebuję jakiegoś wariata, który zwariowałby choć lekko dla mnie… a co mam? w sumie to nic. czasami miewam się do kogo przytulić. ale chyba nie chcę, żeby tak wyglądało moje życie. cholernie mi przykro i chce mi się płakać. ale zagryzam zęby i heja banana… ale na co mi to?

pracy na lotnichu nie dostałam. podobno doszli do wniosku, że w sytuacjach stresowych mogłabym się przestraszyć i nie reagować w odpowiedni sposób… hmm… no pewnie mają rację, zaczęłabym najpewniej zabijać płacząc. spichlerzowcy się ucieszyli, cała ich trójka - spichlerz.com.pl - tu spędzam dużo czasu, nie tylko tego wolnego i pewnie zacznę się ostrzej w stowarzyszeniu udzielać. jak ktoś będzie przejazdem w kwidzynie, to zapraszam :) jest fajnie.

dziś obejrzałam “rezerwat”. podobał mi się. karolak mi nie pasował do roli, ale ok.

wczoraj obejrzałam “to nie jest kraj dla starych ludzi”. boję się oglądając takie filmy, bo przemoc w nich jest realna i nikt nie da słowa, że to co się tam dzieje jest niemożliwe. zupełnie inaczej niż, np. “grindhouse - planet terror” - krew lejąca się przed kamerą po pewnym czasie rozśmiesza. film coenów sprowadza na ziemię. polecam.

a tytuł tego wpisu to do mnie, żebym w końcu ruszyła tą swoją wielką dupę…

…i znowu koniec weekendu…

luty 24, 2008

no więc wizyta u pani “teściowej” odfajkowana. gołąbki bardzo smaczne, herbata słodka jak nigdy. porozmawiałyśmy, podpowiadała jak podejść synusia - “pod włos go trzeba” powiedziała. no zobaczymy… poza tym popierała moje plany z ewentualnym wyjazdem do uk. tylko czy ja sama je popieram?

po tej jakże dystyngowanej wizycie pobiegłam do izabeli, z którą to kupiłyśmy sobie litr cin cin i trochę toniku i piłyśmy do dna. rano był leciutki syndrom udanego wieczoru, ale jedna tabletka zabójcy bólu postawiła mnie na nogi. reszta weekendu nudna. jak zwykle zresztą. oglądam sukcesywnie odcinki flight of the conchords i nadal umieram ze śmiechu. co za urocze fajtłapy! jakieś takie uczucia macierzyńskie się budzą w kobiecie :)

fajny filmik znalazłam youtube.com/watch?v=GmwqpHsMExg - uroczy koteczek ;)

jutro czeka mnie rozmowa z kapslem o przedszkolu, a raczej o tym, że chcę z tego zrezygnować. udusi mnie przez słuchawkę :/

flight of the conchords - BOOM!!!

luty 17, 2008

niedawno ich odkryłam. dzięki kacprowi w sumie. ale mniej więcej w tym samym czasie znalazłam ich na stronie mando. są świetni. to ten rodzaj poczucia humoru, który rozkłada mnie na łopatki. uwielbiam słuchać ich piosenek, są niby naiwne, jakby pisało je dziecko. ale wydaje mi się, że pokazują zagubienie facetów naszych czasów. ich niemożność dotarcia do robiących kariery zawodowe kobiet, problemy życia w wielkim mieście, ogólnie problemy świata (górnolotne stwierdzenie, ale wydaje mi się, że tak jest). jakoś nie wyobrażam sobie kobiet śpiewających podobne utwory. cóż drogie panie, często brak nam dystansu i poczucia humoru na temat nas samych, naszych problemów i fobii. a szkoda… życie byłoby łatwiejsze!

youtube.com/watch?v=WGOohBytKTU - moja dotychczas ulubiona piosenka. dobrej zabawy!

flight-of-the-conchords.jpg