szaleństwa piątkowej nocy :)
wczoraj byliśmy w spichlerzu. glennski grało (grał?). tańczyłam jak wariatka, dawno mi się tak dobrze nie szalało na parkiecie. pewnie na stronie spichlerza będą zdjęcia - spalę się wtedy ze wstydu. poznałam kuzynkę krzyśka (ukochanego mego głupka). jakoś dziwnie na mnie patrzyła, z takim jakimś niedowierzaniem. w sumie jak się widzi jak dziewczyna tańczy z jakimś gościem, pije strasznie, pali przerażająco, to można się troszkę zdziwić, gdy ktoś ją przedstawi jako dziewczynę kuzyna, może nawet lubianego kuzyna. obudziłam się z bólem głowy. dziś w spichlerzu gra the car is on fire, ale chyba sobie odpuszczę. jutro są urodziny jejusia, jakaś impreza ma być, a w poniedziałek grają komety. ciągnę kasę z karty kredytowej, procent czuje taki narośnie, że będę pierwszy miesiąc pracować na spłatę kredytu. kiepsko, kiepsko.
wpadłam na pewien pomysł dla stowarzyszenia. muszę wszystkim powiedzieć, żebyśmy zrobili taki dyskusyjny klub książkowy. wiem, że mogą w tym nie uczestniczyć, ale co tam, ja się zaangażuję.
…to najgorszy ze snów, ty w londynie, ja tu. ty tam, a ja tu…