“starzy” znajomi
w weekend pojechałam na spotkanie ze znajomymi ze studiów do trójmiasta. postarzeli mi się kochani! mentalnie to oni są koło pięćdziesiątki. przerażające. ja tak nie chcę. w piątek najpierw siedzieliśmy u kapsla, potem pojechaliśmy do sopotu potańczyć. wszyscy pili drinki, nikt nie walnął “lufy”… w sobotę też nie. a jak mieszkaliśmy w toruniu, to drinki były niedopuszczalne. no i proszę, minęły niecałe 3 lata, niektórzy się pobrali i już czysta nie jest ok. w sobotę byliśmy w ikei… o, boże! myślałam, że tam zejdę lub, że wskoczę do wózka i powiem, że mogą mnie na końcu do bagażnika zapakować. a oni…? kłócili się o wzór talerzy
nigdy więcej nie pójdę do ikei! oni są tacy porządni, czuję się przy tej czwórce jak dziecko, niedojrzale i głupio. inwestują w nieruchomości, myślą o dzieciach, pracy, wiązaniu się i przyszłości. może ja rzeczywiście jakaś głupia jestem?
od wczoraj szukam pracy. marta, dziewczyna kapsla (urocza, urocza!) powiedziała, że mogę spróbować w LPP, że firma niezła i warunki spoko. no więc próbuję.
słucham nowej płyty the raconteurs - dla mnie bomba!
dziś siedziałam w spichlerzu - papierzyska do krs’u przygotować ktoś musiał. dowiedziałam się, że jako członek zarządu wjazd na koncerty mam za free. miło. no i z gepardem się oczywiście żarłam.
jutro mój kochany ma urodziny, 38-me. nawiązując do tytułu posta - stary jest. w każdym razie 11 lat starszy ode mnie - dla mnie to dość stary, no. chyba zamiast “skarbie”, będę do niego mówić “stary” lub “staruchu”, lub “staruszku”. się wścieknie
smacznego ciacha, Stary!
