Archive for marzec, 2008

…tylko po co?

marzec 25, 2008

cały czas narzekam. nic mi się nie podoba. zawsze znajdę dziurę w całym. a może powinnam być szczęśliwa? np. z tego, że żyję. tak po prostu. po co na siłę szukać rzeczy raczej poza zasięgiem? mnie to nie motywuje, tylko unieszczęśliwia. bo przecież zawsze może być lepiej. poza tym małe rzeczy nie sprawiają mi radości. źle, źle, źle… nich już przyjdzie ta wiosna!

spacer

marzec 17, 2008

dziś poszłam na spacer. kiedyś nie wrócę ze spaceru takiego jak ten. wyjdę z domu i będę szła i szła przed siebie… daleko, tam gdzie nikt mnie nie zna, gdzie ja nie znam nikogo… gdzie nie będzie mi na ludziach zależało w ogóle. tam, gdzie nie będę od nikogo niczego oczekiwać, a ludzie nie będą musieli czuć się wobec mnie w jakikolwiek sposób zobowiązani. tam, gdzie nie będzie żalu, ani łez… uśmiechu i radości też nie będzie. nie będę nikomu zazdrościć szczęścia, bo nie będę go widzieć. muszę tylko pozbyć się przywiązania do tego życia i pozbyć się strachu, który paraliżuje mnie jak tylko otworzę oczy rano. zdaje się, że już powoli stawiam pierwszy krok - przestaje mi zależeć na mnie. żeby tylko udało się zobojętnieć na otoczenie…

zdaje się, że to nie będą miłe i wesołe święta. nie tylko przez pogodę…

go away! … and stay there!

marzec 16, 2008

dziś jest mi smutno. nie dość, że zawsze pesymizm, to jeszcze ten durny smutek i użalanie się nad sobą. i, oczywiście, żadnego wsparcia. nic. cisza. brak 2 minut dziennie, nie, choćby raz na 4-5 dni, na to, żeby wysłać sms’a, to chyba jest totalny brak czasu i czegokolwiek dla mnie. iza powiedziała, że ja potrzebuję jakiegoś wariata, który zwariowałby choć lekko dla mnie… a co mam? w sumie to nic. czasami miewam się do kogo przytulić. ale chyba nie chcę, żeby tak wyglądało moje życie. cholernie mi przykro i chce mi się płakać. ale zagryzam zęby i heja banana… ale na co mi to?

pracy na lotnichu nie dostałam. podobno doszli do wniosku, że w sytuacjach stresowych mogłabym się przestraszyć i nie reagować w odpowiedni sposób… hmm… no pewnie mają rację, zaczęłabym najpewniej zabijać płacząc. spichlerzowcy się ucieszyli, cała ich trójka - spichlerz.com.pl - tu spędzam dużo czasu, nie tylko tego wolnego i pewnie zacznę się ostrzej w stowarzyszeniu udzielać. jak ktoś będzie przejazdem w kwidzynie, to zapraszam :) jest fajnie.

dziś obejrzałam “rezerwat”. podobał mi się. karolak mi nie pasował do roli, ale ok.

wczoraj obejrzałam “to nie jest kraj dla starych ludzi”. boję się oglądając takie filmy, bo przemoc w nich jest realna i nikt nie da słowa, że to co się tam dzieje jest niemożliwe. zupełnie inaczej niż, np. “grindhouse - planet terror” - krew lejąca się przed kamerą po pewnym czasie rozśmiesza. film coenów sprowadza na ziemię. polecam.

a tytuł tego wpisu to do mnie, żebym w końcu ruszyła tą swoją wielką dupę…

twarz z okładki

marzec 13, 2008

sleeveface.com - świetne :)

oj… :)

marzec 4, 2008

kolejna z wpadek mojej siostry: dziś przyszedł list, a w nim kartka z życzeniami dla mamy z okazji… dnia matki! siostrzyczce się porąbało znowu. albo zmienia się w irlandkę powoli… :/ tego byśmy nie chcieli.

dziś miałam zły dzień. najpierw problemu w urzędzie pracy, potem wkurzył mnie gepard i spichlerz ogólnie, a potem ginekolog nie miał moich wyników… musiałam kupić sobie kilka prezentów, żeby jakoś wytrzymać ten dzień ;)

15469.jpg

to dla poprawy humoru - wizualizacja mojego dzisiejszego samopoczucia późno-przedpołudniowego i wczesno-popołudniowego.

zdjęcie pochodzi ze strony ef.art.pl - bardzo fajne prace się zdarzają się :)

różowy… hmm…

marzec 2, 2008

przeglądałam artykuł w “wysokich obcasach” i trafiłam na stronę maurycego gomulickiego pinknotdead.blox.pl/html. przejrzałam i doszłam do wniosku, że różowy to kolor… hmm… w angielskim jest odpowiednie słowo: “filthy”. brudny, ale takim rodzajem brudu, który większości sprawia łaskoczącą w gardło przyjemność.  przyjemność, po której przez chwilę czuć niesmak, może nawet wstręt, ale gdy o niej pomyślimy- zęby gryzą usta, żeby ukryć uśmiech i nic nie możemy na to poradzić.

sweet.jpg