…i znowu koniec weekendu…

no więc wizyta u pani “teściowej” odfajkowana. gołąbki bardzo smaczne, herbata słodka jak nigdy. porozmawiałyśmy, podpowiadała jak podejść synusia - “pod włos go trzeba” powiedziała. no zobaczymy… poza tym popierała moje plany z ewentualnym wyjazdem do uk. tylko czy ja sama je popieram?

po tej jakże dystyngowanej wizycie pobiegłam do izabeli, z którą to kupiłyśmy sobie litr cin cin i trochę toniku i piłyśmy do dna. rano był leciutki syndrom udanego wieczoru, ale jedna tabletka zabójcy bólu postawiła mnie na nogi. reszta weekendu nudna. jak zwykle zresztą. oglądam sukcesywnie odcinki flight of the conchords i nadal umieram ze śmiechu. co za urocze fajtłapy! jakieś takie uczucia macierzyńskie się budzą w kobiecie :)

fajny filmik znalazłam youtube.com/watch?v=GmwqpHsMExg - uroczy koteczek ;)

jutro czeka mnie rozmowa z kapslem o przedszkolu, a raczej o tym, że chcę z tego zrezygnować. udusi mnie przez słuchawkę :/

Tagi: , , , ,

Napisz odpowiedź