Archive for styczeń, 2008

środa, taka mała sobota czyli :)

styczeń 30, 2008

w dalszym ciągu nie rozmawiam z “byłą” siostrą. w dalszym ciągu nie ma wypłaty na koncie. w dalszym ciągu szukam nowej, lepszej pracy. w dalszym ciągu chcę zrzucić parę kilo i mi nie wychodzi. w dalszym ciągu jestem zakochana. w dalszym ciągu czekam na rozmowę z kacprem-moim najlepsiejszym przyjacielem :) no mam nadzieję, że w końcu pogadamy na tym cholernym skype’ie!

czasami wystarczy otworzyć usta…

styczeń 29, 2008

wczoraj napisałam, że siostra mnie wkurzyła. ona już chyba nie jest moją siostrą. w tej chwili została mi już tylko jedna siostra zamiast dwóch. bo ta druga dziewczyna tak mi wczoraj dojebała, że się poryczałam. to prawda, że słowa potrafią ranić i to bardzo… oglądała moje zdjęcia, z czasów, gdy byłam malutka w wózku. ponieważ byłam pierwszym dzieckiem moich rodziców, oszaleli na moim punkcie i robili mi mnóstwo zdjęć. i mam cały album czarno-białych fotek małego berbecia. no więc gocha oglądała te zdjęcia i słyszę komentarz: “o, jacy dumni rodzice z wózkiem! ale gdyby wiedzieli co z tego malucha wyrośnie, to by z tym wózkiem szybko nad jakąś rzekę popędzili…” nie dokończyła, ale wiadomo, co chciała powiedzieć. i to ma być siostra? dziękuję uprzejmie. zrobiło mi się przykro, poryczałam się, poczułam jak gówno… ogólnie: szaleństwo! czasami myślę, że może rzeczywiście lepiej byłoby się w ogóle nie urodzić… a potem jeszcze usłyszałam tekst w stylu “ja to jestem ok, bo sama sobie zagranicą radzę, rodzicom na głowie nie siedzę, a ty to taki nieudacznik i niedojda…”. czasami wystarczy otworzyć usta, żeby kogoś zabić.

nie wiem jaki tytuł… BEZ TYTUŁU!

styczeń 28, 2008

po pierwsze: byłam wczoraj na koncercie potty umbrella. się podobało się. uwielbiam patrzeć, kiedy ludziom na scenie to co robią sprawia przyjemność. a im zdaje się sprawiało granie dużo przyjemności. szczególnie basista się cieszył. a muzyka… są dobrze zgrani, pozwalają sobie na improwizowanie delikatne, ale wszystko idzie równo i prócz lekkiej psychodeli momentami (oj, lubię to, lubię) jest fajnie i głośno. no i nie trzeba się skupiać na wokalu, bo go prawie nie ma. ale to nie wada, wręcz odwrotnie. a więc ogólnie: jest dobrze!

po drugie: przyjechała siostra. już mnie wkurzyła, a jest krócej niż 48 godzin. nie jest fajnie, gdy ktoś bliski sprawia przykrość… w końcu przestanie mi zależeć na tym, co ona myśli… w ogóle przestanie mi zależeć na niej.

po trzecie: krzysiek napisał, że skoro źle było mi w obecnej pracy, to olałam ją i już. i że znajdę inną, lepszą. mam nadzieję… jeśli zacznę sobie tak powtarzać, to może rzeczywiście się tak stanie :]

z nią to tak zawsze…

styczeń 26, 2008

moja siostra jest gigantem! “kiedy lecisz?” - “26ego”. no leci 26go, leci… tyle, że przez 10 minut, a potem już leci 27ego. no i przez to jej lakoniczne informowanie rodzice pojechaliby na lotnisko dziś o 4ej rano i… nieźle by się wkurzyli. bo małgorzatka ląduje o 4ej rano, ale jutro. JUTRO! w sumie to ona tak zawsze… images.jpg

ok go

styczeń 25, 2008

przed chwilą znowu obejrzałam teledysk ok go “a million ways” i jak zwykle popłakałam się ze śmiechu. jednocześnie podziwiam chłopaków, bo prostym sposobem wykombinowali coś, do czego się wraca i za każdym razem ogląda się w wielgachnym uśmiechem na twarzy! twórczość tego zespołu znam tylko w kwestii teledysków, ale i tak polecam, obejrzeć szczególnie :)

youtube.com/watch?v=RbdbVhBGETQ

czwartek to nie środa, czyli nie taka mała sobota… :/

styczeń 24, 2008

ale za to jutro będzie piątek, początek weekendu. w nocy przylatuje moja siostra - wariatka. od sierpnia jej nie widziała, cieszę się strasznie. a w niedzielę wyciągnę ją na koncert potty umbrella, mam nadzieję, że się jej spodoba :) właśnie! chyba pora zacząć pisać o muzyce, której słucham, która mi się podoba i która robi na mnie wrażenie (jakkolwiek to brzmi). piję herbatę z mandarynką, a w tle leci contemporary noise quintet - świetne, swoją drogą.
http://www.cnq.electriceye.pl/info.php?idm=20&idg=5
cnq

zdecydowane działanie :/

styczeń 23, 2008

no i zwolniłam się z pracy… czasami człowiek czuje, że jeśli czegoś nie zrobi, to zwariuje. dla mnie też nadszedł ten moment. i to chyba najbardziej radykalne zagranie z mojej strony jak dotąd w ogóle. powoli do mnie dociera i zaczynam myśleć o konsekwencjach… pewnie za dwa dni pomyślę “ale jestem głupia!”, ale póki co odczuwam ulgę i taką dziwną radość. co cię nie zabije, to cię wzmocni! (chyba to będzie moje motto życiowe #2, zaraz po “jak dają to bierz, jak biją to uciekaj”). zaczynam trzymać za siebie kciuki. przyda mi się to.

ok, starczy tego. pora pojeździć na rowerku. kilogramy same nie zlecą :/ och, jaka szkodaaaa….

mandolux.comhello dear

jestem

styczeń 22, 2008

ha ha! no to teraz podziękuję myspace.com! nagłówek ze strony mandolux.com