załamka, again.

maj 4, 2008 by opala3

i znowu dopadła mnie dolina. znowu jest źle i nie chce się żyć. znowu myślę jak jednym prostym ruchem wszystko rozwiązać. :(

a weekend był taki miły… najpierw z izą, później z grześkiem, zbyszkiem i leszkiem na łódce, na jezioraku. lepiej czuję się ze znajomymi, niż z rodziną. dużo lepiej. w nich mam większe oparcie. moi rodzice są tacy… smutni. oni nigdy nie zabrali nas (mnie i moich sióstr) na łódkę, ani pod namiot. nigdy nie poszliśmy razem na lody, ani na pizze. nigdy. tylko dom, dom, dom. nie potrafią cieszyć się z tego, że jesteśmy razem. nie potrafią cieszyć się życiem. a mnie to dusi. moja mama to takie perpetuum mobile stresu. ją tylko interesuje kto jest chory albo kto zmarł. niedzielny spacer na cmentarz urządza. czasem strasznie jej nie lubię. taka dulska. a mój ojciec to taki pantoflarz, który w towarzystwie (czyli, na szczęście, rzadko) udaje wielkiego inteligenta. jakoś nie czuję w rodzinie oparcia. nie umiem z nimi rozmawiać. w ogóle jest do dupy.

muszę znaleźć mieszkanie w londynie, koło heathrow. ma ktoś namiary? :)

niedobrze, niedobrze, niedobrze.

emigracja… no nie wiem, nie wiem!

kwiecień 30, 2008 by opala3

no i przyjdzie mi wyjechać do londynu. “teściowa” się ucieszy. krzysiek coś milczy, może go zatkało. weekend poświęcę znajomym - izabelka ma jutro urodziny, podwójną osiemnastkę :) mieliśmy nad jezioro jechać, ale ktoś zajął domek, dominika się spóźniła.

mimo tych zawirowań staram się z optymizmem patrzeć w najbliższą przyszłość. oj, kapsel się obrazi!

aha, ostatnio na trójce pan polecał jednego gościa posłuchać. posłuchałam i fajne - yoav. tylko trochę mi przypomina remy’ego shand’a. troszkę też bajzla - przez tą gitarę.

morz(ż)e miłości?

kwiecień 20, 2008 by opala3

rozmowa - w porządku, ale czuję w kościach, ze nie dostanę tej pracy.

wczoraj dzwoniła “teściowa”-krzychu nie daje znaku życia od tygodnia. do mnie się odzywał ostatnio w czwartek. chyba żyje. znowu też pytała, czy nie zamierzam jechać do anglii. znowu jej powiedziałam, że jak na razie nie wybieram się.

znowu, zanim zasnę, płaczę. nie spodziewałam się, że ten głupek będzie tyle dla mnie znaczył. czasem mi się wydaje, że jestem dla niego taką zabawką. że sobie ubzdurałam, że coś z tego będzie. ja jestem po szyję w tym morzu miłości, a Ty stoisz na brzegu, a woda ledwo dotyka Twoich stóp. patrzysz, a ja zaczynam czuć się jak idiotka. nie wiem, co mam zrobić, nie wiem.

moje życie jest zdominowane przez to durne uczucie, jestem zła na siebie za to. on potrafi być taki kochany, ale przez większość czasu mam ochotę go udusić. zaczynam się obawiać, że będę cierpieć… prędzej, czy później.

kwiecień 16, 2008 by opala3

nagłówek oczywiście od mando.

ja chcę do pracy!!!

kwiecień 16, 2008 by opala3

w piątek mam rozmowę kwalifikacyjną. w gdańsku, w lpp, na stanowisko specjalista ds. zakupów odzieży. zobaczymy, może się uda. w końcu się okaże, czy znam się na obowiązujących modowych trendach. może się nie znam :) . pewnie krzychu nie będzie zadowolony, jeśli dostanę tę pracę. a najgorsze jest to, że nie mam się w co ubrać. nie wiem, czy lecieć elegancko, czy jednak z nonszalancją i humorem…

ostatnio postanowiłam przygotować prezentację na swój temat, zamiast zwykłego CV i listu motywacyjnego. już nawet jedną wysłałam. ciekawe, czy chwyci :)

wczoraj spędziłam 2,5 godziny na rowerze. pojechałam do semena na pole, ale jak zobaczyłam, że zbliża się burza zaczęłam pędzić do domu. jak zagrzmiało, to pędziłam jak wiatr (strachem powodowana - strasznie, panicznie boję się burzy). wpadłam do domu i… i nic żadnych grzmotów, żadnych błysków, żadnego deszczu. tylko ja czerwona jak burak, sapiąca jak lokomotywa (nawet jestem do niej podobna - wielka brunetka :) ).

no więc przygotowuję się do tej rozmowy. niech mi wszyscy życzą powodzenia. i mam nadzieję, że nie zrobię z siebie głupka i że tam normalni ludzie pracuję, nie niewolnicy mody… :)

szaleństwa piątkowej nocy :)

kwiecień 12, 2008 by opala3

wczoraj byliśmy w spichlerzu. glennski grało (grał?). tańczyłam jak wariatka, dawno mi się tak dobrze nie szalało na parkiecie. pewnie na stronie spichlerza będą zdjęcia - spalę się wtedy ze wstydu. poznałam kuzynkę krzyśka (ukochanego mego głupka). jakoś dziwnie na mnie patrzyła, z takim jakimś niedowierzaniem. w sumie jak się widzi jak dziewczyna tańczy z jakimś gościem, pije strasznie, pali przerażająco, to można się troszkę zdziwić, gdy ktoś ją przedstawi jako dziewczynę kuzyna, może nawet lubianego kuzyna. obudziłam się z bólem głowy. dziś w spichlerzu gra the car is on fire, ale chyba sobie odpuszczę. jutro są urodziny jejusia, jakaś impreza ma być, a w poniedziałek grają komety. ciągnę kasę z karty kredytowej, procent czuje taki narośnie, że będę pierwszy miesiąc pracować na spłatę kredytu. kiepsko, kiepsko.

wpadłam na pewien pomysł dla stowarzyszenia. muszę wszystkim powiedzieć, żebyśmy zrobili taki dyskusyjny klub książkowy. wiem, że mogą w tym nie uczestniczyć, ale co tam, ja się zaangażuję.

…to najgorszy ze snów, ty w londynie, ja tu. ty tam, a ja tu…

słońce świeci z dupy

kwiecień 9, 2008 by opala3

obejrzałam “juno”. świetny film. komentarze juno są pierwszorzędne.

dziś mam doła. nie chcę jechać pod bristol, opiekować się padluchami, tfu!, dziadkami znaczy. nonsens. i to za 12 dni, czyli wylot za jakieś 10 dni. jeszcze nie oszalałam. poza tym tyrka 6 dni w tygodniu, za 5,52 funta za godzinę? angole za taką kasę robić nie chcą, to polaków najlepiej wpieprzyć. nie.

pieprzone moje słońce mnie olało. nie reaguje na życzenia urodzinowe. padluch!

“starzy” znajomi

kwiecień 8, 2008 by opala3

w weekend pojechałam na spotkanie ze znajomymi ze studiów do trójmiasta. postarzeli mi się kochani! mentalnie to oni są koło pięćdziesiątki. przerażające. ja tak nie chcę. w piątek najpierw siedzieliśmy u kapsla, potem pojechaliśmy do sopotu potańczyć. wszyscy pili drinki, nikt nie walnął “lufy”… w sobotę też nie. a jak mieszkaliśmy w toruniu, to drinki były niedopuszczalne. no i proszę, minęły niecałe 3 lata, niektórzy się pobrali i już czysta nie jest ok. w sobotę byliśmy w ikei… o, boże! myślałam, że tam zejdę lub, że wskoczę do wózka i powiem, że mogą mnie na końcu do bagażnika zapakować. a oni…? kłócili się o wzór talerzy :) nigdy więcej nie pójdę do ikei! oni są tacy porządni, czuję się przy tej czwórce jak dziecko, niedojrzale i głupio. inwestują w nieruchomości, myślą o dzieciach, pracy, wiązaniu się i przyszłości. może ja rzeczywiście jakaś głupia jestem?

od wczoraj szukam pracy. marta, dziewczyna kapsla (urocza, urocza!) powiedziała, że mogę spróbować w LPP, że firma niezła i warunki spoko. no więc próbuję.

słucham nowej płyty the raconteurs - dla mnie bomba!

dziś siedziałam w spichlerzu - papierzyska do krs’u przygotować ktoś musiał. dowiedziałam się, że jako członek zarządu wjazd na koncerty mam za free. miło. no i z gepardem się oczywiście żarłam.

jutro mój kochany ma urodziny, 38-me. nawiązując do tytułu posta - stary jest. w każdym razie 11 lat starszy ode mnie - dla mnie to dość stary, no. chyba zamiast “skarbie”, będę do niego mówić “stary” lub “staruchu”, lub “staruszku”. się wścieknie :)

smacznego ciacha, Stary!

love, love, love… :D

kwiecień 2, 2008 by opala3

a jednak jestem zakochana. strasznie. rączki opadają. to takie miłe. “my love” znowu pojechał do londynu. jest uroczy, nawet nie przeszkadza mi, gdy mówi do mnie “pyza”. lubię jak mnie całuje i w ogóle. lubię, gdy jest blisko i doprowadza mnie do śmiechu. uwielbiam się z nim śmiać.

serce.jpg
oby mi tylko serca nie złamał…

…tylko po co?

marzec 25, 2008 by opala3

cały czas narzekam. nic mi się nie podoba. zawsze znajdę dziurę w całym. a może powinnam być szczęśliwa? np. z tego, że żyję. tak po prostu. po co na siłę szukać rzeczy raczej poza zasięgiem? mnie to nie motywuje, tylko unieszczęśliwia. bo przecież zawsze może być lepiej. poza tym małe rzeczy nie sprawiają mi radości. źle, źle, źle… nich już przyjdzie ta wiosna!